IV Niedziela Wielkanocna – B

J 10,11-17

Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać.

Jezus jest kamieniem węgielnym i Dobrym Pasterzem

Trzeba być realistą. Należy budować swoje życie na solidnych fundamentach i nie wolno bujać w obłokach. A więc najpierw solidna, dobra szkoła, dobrze płatny i popularny zawód, najlepiej lekarz lub jeszcze lepiej -modny ostatnio i bardzo popłatny zawód- menedżer, później; samochód, mieszkanie, albo porządnie urządzony dom, porządne konto w banku, a w końcu można sobie pozwolić na odrobinę idealizmu i sentymentów. Tak myśli większość ludzi w naszych czasach. I w ten sposób organizuje sobie życie, poświęcając wszystkie swoje siły i energie na takie właśnie solidne budowanie na skale.

Kto jednak chce naprawdę budować swoje życie na trwałym fundamencie musi się liczyć z tym, że jedynym fundamentem godnym zaufania, jedyną opoką na której można się oprzeć, jedyną skałą i bazą jest sam Jezus Chrystus. Niestety wielu nie uznaje tego fundamentu, wielu odrzuca możliwość budowania na tej opoce, wielu jest przekonanych, że takie budowanie to strata czasu i sentymentalizmy. Kto ma rację? Kto naprawdę zbuduje swoje życie? Ano rozglądnijmy się dookoła wśród znajomych … ale patrzmy uczciwie i czekajmy do końca …

Jeśli kto chce zyskać swoje życie musi je stracić, a kto straci swoje życie z mego powodu, ten je zyska … ” Może taką właśnie logikę (logikę krzyża i ośmiu błogosławieństw) trzeba zastosować, aby zrozumieć, że naprawdę jedynym fundamentem godnym zaufania jest sam Chrystus …? Aby zrozumieć co naprawdę jest budowaniem na piasku, a co budowaniem na skale?

I jeszcze jedno. Czy ufam Chrystusowi, Dobremu Pasterzowi, Który oddał swoje życie za mnie? Jeśli nie, to oczywiście nie będę budował swego życia inaczej jak na solidnym fundamencie dobrej szkoły, dobrze płatnego zawodu i porządnego konta bankowego … tylko, bo innego fundamentu nie znajdę, bo inny fundament, Jezus Chrystus nie ma dla mnie żadnego znaczenia … Tylko … czy moja budowa naprawdę przetrwa?

Jezus Chrystus jest kamieniem, odrzuconym przez budujących, który stał się głowicą węgła. I nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

Reklamy

III Niedziela Wielkanocna – B

Dz 3,13-15, 1J 2,1-5a

Łk 24,35-48

Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich: To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.

Nawróćcie się aby odpuszczone zostały wasze grzechy

Ze Zmartwychwstania Chrystusa wynika kilka oczywistych wniosków:

– ten kto uwierzył w Chrystusa nie jest już z więcej niewolnikiem prawa i grzechu, ale synem Bożym, wyzwolonym z niewoli grzechu,

– Chrystus jest jego jedyną nadzieją i Panem,

– grzech i śmierć nadal są naszym udziałem, ale nie jesteśmy już bezbronni i bezradni wobec tych rzeczywistości, bo Chrystus jest Zwycięzcą grzechu i Panem życia,

– w Nim i przez Niego możemy pokonać grzech i słabość pojawiające się w naszym życiu,

– staliśmy się światłem świata i głosicielami Dobrej Nowiny o zbawieniu człowieka,

– Jezus jest pośród nas, a my jesteśmy Jego świadkami,

Ustawicznie jednak potrzebna jest nasza zgoda na panowanie Chrystusa w naszym życiu i nasza współpraca. Nie może być tak, że z jednej strony wierzę w zbawczą moc Boga, ale z drugiej strony pozwalam sobie żyć w zakłamaniu i niejasnych koneksjach i układach ze złem, hołdując swoim namiętnościom i słabościom.

Jeśli jednak nawet zdarzy mi się zgrzeszyć, to zawsze mam tę pewność, że z Jego pomocą mogę „z tego dołka wyjść„. Grzech nie jest moim panem, nie jest dla wierzącego żadnym fatum, ani przeznaczeniem. Jest przypadłością człowieka, która zdarza się każdemu żyjącemu, ale nie jest koniecznością i nie muszę mu ulegać, ani być od niego zależnym, bo zostałem wyzwolony z jego władzy przez samego Syna Bożego.

Która religia wyzwala człowieka z grzechu w ten bardzo personalistyczny i pełen godności sposób? Pracując w latach 1998 – 2006 na Komorach i przyglądając się Islamowi, odkryłem niezaprzeczalne wartości Chrześcijaństwa. Tylko w Chrześcijaństwie Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla mojego zbawienia.

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie?

Ilu wyprze się wiary?

„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę.
Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18:7-8)

Obserwując to co dzieje się z chrześcijanami we współczesnym świecie, często zadaję sobie pytanie, które Chrystus zadał właśnie w Ewangelii św. Łukasza.

„Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę gdy przyjdzie?” Jak może znaleźć skoro tak wielu już ją utraciło z różnych powodów, a to:

– z powodu zaniedbania,
– lenistwa,
– wygodnictwa,
– dla koniunktury (bo łatwiej, bo mniej wymagań, mniej kłopotów),
– ze zgorszenia (faktycznego lub tylko wyimaginowanego),
– dla świętego spokoju,
– z lekceważenia,
– pod presją praktycznego materializmu,
– pod presją aroganckich mediów,
– to tak po prostu bez powodu, jak mi powiedział jeden ze znajomych: „No wiesz, wiara jakoś tak się ze mnie ześlizgnęła, jak ubranie z którego wyrosłem.”

A ilu jeszcze wiarę utraci gdy przyjdą prześladowania, gdy trzeba ją będzie wyznać wbrew modnym i akceptowanym trendom, gdy zmuszny zostanę do przyznania się do Jezusa lub odrzucenia Chrystusa pod groźbą utraty życia, albo tylko pozycji, dóbr P, władzy, czy stanowiska? Gdy wiara inne wyznawanie nie będzie tylko dyskomfortem ale realnym zagrożeniem? Ilu wtedy wyprze się wiary, Chrystusa, Boga, moralności?

– Czy ci wszyscy letni chrześcijanie, świąteczni katolicy pojawiający się w kościele przy szopce i na święcenie koszyczka obronią swoją wiarę gdy przyjdą prześladowania, gdybprzyjdzienczas próby?
– A ci wszyscy „politycznie poprawni” szukający w kościele tylko estetycznych wzruszeń i unikający wszelkiego radykalizmu? Dla nich wiara jest jedynie estetycznym ozdobnikiem. Czy oni obronią swoją wiarę?
– A ludzie młodzi, wybiórczo traktujący przykazania i tworzący sobie swoją prywatną moralność przykrojoną do własnych potrzeb?
– A kardynałowie i biskupi popierający grzech sodomski, czy tylko milczący dla politycznych celów, wtedy gdybprzyjdzienczas jasno i klarownie mowić?
– A ci wszyscy szukający, jakby tu sprytnie zmodyfikować prawo moralne, aby było bardziej „miłosierne”, mniej wymagające, bardziej „ludzkie”? Czy obronią swoją wiarę, kiedy ta będzie od nich wymagać „nieludzkich” poświęceń?
– A ci wszyscy żyjący w grzechu i domagający się uznania i zaakceptowania ich grzechu jako normy moralnej?
– A księża pomyłkowo wyświęceni i nadużywający swojego kapłaństwa dla celów dostatniego i wygodnego życia, albo co gorsze, dla hołdowania swoim perwersjom i zboczeniom?
– Czy obronią swoją wiarę ci, którzy uważają, że wszystko im się należy, a oni nie mają żadnych zobowiązań?
– Czy, ci wszyscy letni i nijacy „katolicy z metryki”, kiedy przyjdą prześladowania staną w obronie wiary, czy raczej koniunkturalnie wycofają się w bezpieczne rejony religijnej indyferencji i za Piotrem powiedzą: „nie znam tego człowieka”. Czy stać ich będzie na łzy Piotra i ostatecznie na ukrzyżowanie dla Mistrza?

Pocieszające jest jednak to, że są i tacy, którzy „dniem i nocą wołają ….”.

„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę.”

Może lepiej należeć do tych ostatnich i dniem i nocą wołać i modlić się … „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI!!!”

Ale czy weźmie w obronę tych wszystkich „letnich”, nijakich, „odświętnych”, którzy się Nim na codzień nie przejmują?

Nieuchronnie zbliżamy się do czasów ostatecznych rozstrzygnięć, jednoznacznych wyborów i radykalnego opowiedzenia się za lub przeciw.

Czy jestem gotowy? Czy może udaję, że mnie to nie dotyczy, że mnie to ominie?

Rzeczywistość wiary nie może być sprawą drugoplanową, lub estetycznym ozdobnikiem w moim życiu. Z podziwem i uznaniem patrzę na ludzi codziennie odmawiających Różaniec, na „moherowe berety” pogardzane i wyśmiewane przez innych, codziennie odmawiające Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Czyż nie są to ci, „którzy dniem i jocą wołają do Niego”? I oni nie są wolni od grzechu i słabości, ale przynajmniej uznają swój grzech i nie próbują udowodnić, że ich grzech jest cnotą.

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, skoro tak mało jej w nas pozostało …?

Triduum Paschalne

 Wielki Czwartek Wieczerzy Pańskiej

Katechizm Kościoła Katolickiego tak oto streszcza wydarzenia Wielkiego Czwartku:

Chrystus umiłowawszy swoich, do końca ich umiłował. Wiedząc, że nadeszła godzina przejścia z tego świata do Ojca, podczas wieczerzy umył uczniom nogi i dał im przykazanie miłości (J 13,1-17). Zostawiając im dowód tej miłości, nie chcąc oddalić się nigdy od swoich oraz czyniąc ich uczestnikami swojej Paschy, Jezus ustanowił Eucharystię jako pamiątkę swej Męki i Zmartwychwstania, którą polecił Apostołom celebrować aż do swego powtórnego przyjścia. „Ustanowił ich wówczas kapłanami Nowego Przymierza”” (KKK 1337)

Ustanowienie w Wielki Czwartek Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa dla sprawowania Eucharystii stanowi największy i najważniejszy dar jaki Chrystus mógł pozostawić swojemu Kościołowi. Nie ma większego daru, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie większej miłości ponad Miłość Boga, Który sam siebie daje na pokarm, a dla zapewnienia że Pokarm ten będzie stale osiągalny ustanawia Sakrament Kapłaństwa.

Scott Hahn, jeden z nawróconych na katolicyzm teologów protestanckich mówi: „kiedy spożywasz jedzenie ono staje się częścią twojego ciała, ono buduje twoje ciało. Ale kiedy spożywasz Eucharystię, to nie Ona staje się częścią ciebie, ale to ty, stajesz się tym, co spożywasz, ty stajesz się Ciałem Chrystusa, czyli Kościołem.” Czy naprawdę potrafimy sobie uświadomić, co Chrystus dla nas uczynił dając nam Eucharystię i Kapłaństwo?

Przez Eucharystię sprawowaną w Wielki Czwartek Chrystus włącza nas w sposób bezkrwawy w to, co dokonało się w sposób krwawy w Wielki Piątek w czasie męki i śmierci. Chrystus włącza nas w swoją odwieczną Ofiarę – Dziękczynienie jakie On sam składa Ojcu Przedwiecznemu. Tego się nie da zrozumieć naszym ludzkim rozumem. Nigdy nie będziemy zdolni do końca zrozumieć tego, co uczynił i co nadal czyni Chrystus w Sakramencie Eucharystii, w Której uczestniczymy. Nigdy też nie zrozumiemy i nie pojmiemy tajemnicy sakramentu Kapłaństwa, przez które Jezus staje się obecny na ołtarzu. Przez sakrament kapłaństwa Bóg dokonuje największego cudu w czasie każdej Mszy świętej. Nigdy i nigdzie nie znajdziemy większego cudu ponad cud Eucharystii uobecniającej Chrystusa w czasie każdej Mszy św.

I to dokonuje się w każdym kościele i za każdym razem kiedy kapłan wypowiada słowa konsekracji: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest Ciało moje.” Ale to nie kapłan swoją mocą dokonuje tego cudu, to nie ksiądz mocą swojego autorytetu dokonuje przeistoczenia chleba w Ciało Pańskie i wina w Krew Przenajświętszą … Żaden człowiek nie ma takiej mocy. Tego dokonuje sam Bóg, Jezus Chrystus, Który nakazał „To czyńcie na moją pamiątkę”. Kapłan działający „in persona Christi” wypowiadając słowa konsekracji dokonuje faktycznego przeistoczenia „rzeczy” (chleba i wina) w OSOBĘ JEZUSA CHRYSTUSA.

Być może dlatego właśnie Kościół od początku z taką stanowczością bronił prawdy o Eucharystii i o kapłaństwie. I być może dlatego prawda o Eucharystii jest tak bardzo atakowana od czasów reformacji a i kapłaństwo jest w ustawicznym zagrożeniu. Diabłu nie może się podobać ani jedno, ani drugie i dlatego zwalcza wszelkimi możliwymi sposobami i środkami  prawdę o realnej obecności Chrystusa w Eucharystii i tak bardzo atakuje (szczególnie ostatnimi czasy) kapłaństwo, próbując je ośmieszyć zdyskredytować, zanegować, zohydzić przez bolesne i skandaliczne upadki słabych kapłanów.

św. Jan Maria Vianney powiedział: „Gdyby dobrze zrozumiano, kim jest kapłan na ziemi, można by umrzeć nie z przerażenia, lecz z miłości. Kapłaństwo to miłość Serca Jezusowego.

W  Dniu Kapłańskim, jakim na pewno jest Wielki Czwartek -próbując sobie uświadomić jak wielki dar otrzymaliśmy w Eucharystii- módlmy się za kapłanów i o świętych kapłanów, aby  nigdy nie zabrakło tych, którym Chrystus powierzył sprawowanie największego cudu, CUDU EUCHARYSTII.

Wielki Piątek Męki Pańskiej

Bóg będąc Czystym Aktem Istnienia stworzył świat bez wysiłku, stwarza go ustawicznie powołując go do istnienia i podtrzymując go w istnieniu, ale aby ten świat po grzechu pierworodnym odnowić, sam Bóg musiał się poddać skutkom grzechu; cierpieniu i śmierci. „Oto czynię wszystko nowe” przez moje cierpienie i śmierć.

Czy Bóg musiał cierpieć i umrzeć na krzyżu? W pewnym sensie musiał. Dając człowiekowi wolną wolę sam poddał się skutkom tego faktu, sam się ograniczył. Chcąc naprawić to co grzech zniszczył zrobił to właśnie przez przyjęcie na siebie skutków grzechu. To źle wykorzystana wolna wola człowieka „zmusiła Boga” do przyjęcia cierpienia i śmierci.

Oglądając kilka lat temu po raz pierwszy „Pasję” Mela Gibsona, pamiętam szczególnie taką oto scenę; Jezus upada po raz kolejny pod krzyżem i wtedy podchodzi do Niego Jego Matka. Bez słów, samym tylko wzrokiem zadaje pytanie: „co to wszystko znaczy, po co to wszystko, dlaczego?” I Jezus zakrwawiony, zmaltretowany, leżący pod krzyżem odpowiada mocnym, stanowczym głosem: „oto czynię wszystko nowe”.

Tak, dla naszego zbawienia, dla odnowienia swojego stworzenia Bóg „musiał” się wcielić i umrzeć w taki właśnie sposób.

Kiedy na początku Bóg stworzył świat, dokonał tego mocą swojego stwórczego Słowa.

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.” (J 1:1-3)

Pierwotne stworzenie dokonało się mocą Słowa, ale i nowe stworzenie, odtworzenie pierwotnej świętości stworzenia dokonało się także mocą Słowa Wcielonego, właśnie poprzez wcielenie i mękę Syna Bożego. Słowo Boże stworzyło świat, Słowo Boże stwarza go na nowo przez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie.

Wielki Piątek jest więc największym dniem w historii ludzkości, jest dniem nowego stworzenia, stworzenia na nowo, nowej ziemi i nowego nieba, o których Apokalipsa mówi:

I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni jego ludem, a On będzie Bogiem z nimi. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już /odtąd/ nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. I rzekł Zasiadający na tronie: Oto czynię wszystko nowe.” (Ap 21:1-5)

Wielka Sobota – Wigilia Paschalna – Ogień, woda, światło, śmierć i życie – nowe stworzenie

Wielka Sobota, to trzeci dzień świętego Triduum Paschalnego, który poprzez nocne czuwanie i Wigilię Paschalną przechodzi w radosną Niedzielę Zmartwychwstania. Wczujmy się na chwilę w jej klimat i nastrój.

Najpierw w tym dniu mamy radosną i podniosłą ciszę jakby w oczekiwaniu czegoś niezwykłego, czegoś nadzwyczajnego. Później, wieczorem, a raczej w nocy uczestniczymy w uroczystej celebracji Wigilii Paschalnej, która poprzez znaki i symbole ognia, wody i światła prowadzi nas ku głębokiej prawdzie o zwycięstwie dobra nad złem, o śmierci i zmartwychwstaniu, o stworzeniu na nowo tego, co Bóg dokonał u początków. Liturgia dzisiejszej Wigilii Paschalnej obfitująca w przebogatą symbolikę prowadzi nas ostatecznie ku prawdzie o Zmartwychwstaniu i zwycięstwie życia nad śmiercią. Poświęcenie ognia i Paschału które otwierają liturgię Wigilii Paschalnej przypominają nam o Chrystusie, „Który jest światłem na oświecenie Pogan”, Który przyszedł na świat, aby „oświecić każdego człowieka”.

Liturgia Słowa Wigilii Paschalnej z jej przepięknymi ośmioma czytaniami przeplatanymi śpiewem psalmów otwiera przed nami skarbiec Pisma Świętego. Jest to czas głębokiej i podniosłej medytacji i refleksji zaczynającej się rozważaniem początków świata, początków ludzkości, upadku człowieka, pierwszego przymierza z Abrahamem, drugiego przymierza z Mojżeszem i wyjścia Izraelitów z Egiptu. Ta refleksja prowadzi nas poprzez mesjańskie zapowiedzi proroka Izajasza, Barucha i Ezechiela do listu św. Pawła do Rzymian, w którym autor z całą mocą porównuje Sakrament Chrztu do Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa.

Siedem czytań z Starego Testamentu i dwa czytania z Nowego Testamentu to jakby historia ludzkości od momentu stworzenia do owego kulminacyjnego punktu, kiedy Bóg czyni Nowe Niebo i Nową Ziemię w Chrystusie. Po stworzeniu Bóg widział, że wszystko co uczynił było bardzo dobre. Niestety nie widział -i chyba do dzisiaj nie widzi- tego człowiek.

A w końcu Ewangelia obwieszcza nam radosną nowinę o Zmartwychwstaniu Pana. Te rozważania prowadzące  nas poprzez wieki mają na celu ukazać właśnie fakt, że oto Jezus poprzez swoją Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie dokonuje nowego stworzenia. Aby jednak w tym Nowym Stworzeniu uczestniczyć trzeba nam się w to nowe stworzenie przyoblec.

Dlatego trzeba było całej historii ludzkości, aby to, co było dobre zostało ostatecznie odrestaurowane, aby całemu stworzeniu została przywrócona pierwotna dobroć. Dokonał tego Chrystus właśnie przez swoją Mękę Śmierć i Zmartwychwstanie. Jest tylko jeszcze jeden, malutki szczegół: trzeba abym ja sam w to nowe stworzenie się przyoblekł. Trzeba abym dojrzał i rozpoznał, zaakceptował i uznał wszystkie wysiłki Boga. Inaczej -dla mnie- cały ten trud nowego stworzenia będzie bezużyteczny. To przyobleczenie się w nowego człowieka dokonuje się w Sakramencie Chrztu, który dzisiaj, w Wielką Sobotę jest sprawowany w sposób szczególnie uroczysty.

Uczestnicząc w tej podniosłej i pięknej liturgii, odnawiając nasze przyrzeczenia chrzcielne nie zapominajmy o tym co mówi św. Paweł : „Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.” Niewielki krok, który został do zrobienia należy już tylko do mnie. Wszystko inne uczynił Bóg. Czy jestem w stanie zrobić ten jeden, jedyny, malutki krok w kierunku Boga?