IV Niedziela w ciągu roku – C

Jr 1,4-5,17-19,

1Kor 12,31-13:13

Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest.

Miłość nie zazdrości,

nie szuka poklasku,

nie unosi się pychą;

nie dopuszcza się bezwstydu,

nie szuka swego,

nie unosi się gniewem,

nie pamięta złego;

nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi,

wszystkiemu wierzy,

we wszystkim pokłada nadzieję,

wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje,

nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe. Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany. Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

Łk 4,21-30

Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa? Wtedy rzekł do nich: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co wydarzyło się, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. I dodał: Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Nie masz proroka wśród swoich …

Przyjęcie z jakim spotkał się Jezus w Nazarecie, wydaje się być typowym dla środowisk ludzi małych, zazdrosnych i niedowiarków. Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo znamy i kto wydaje nam się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia nam” nasze grzechy, mówi o naszych słabościach i przywarach, o naszych błędach i nałogach. To nas gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił nam to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni jednak nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów. Nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ?

A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to jedynie dla twojego dobra.

Niestety przeważają w nas jednak uczucia małe i przyziemne; pycha, zarozumiałość, zazdrość, gniewliwość, fałszywy wstyd … I dlatego też tak trudno jest nam przyjąć uwagę ze strony naszych bliskich i chcielibyśmy im powiedzieć: „Lekarzu ulecz samego siebie„, tak jak Jezusowi w Nazarecie

Czy jednak nie warto by było czasami posłuchać tych, którzy nas krytykują?

Cesarz Marek Aureliusz modlił się podobno: „Panie, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele wyrządzają większą szkodę (mydląc mi oczy) i schlebiając, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

Słuchając Ewangelii o odrzuceniu Jezusa przez jego ziomków chrześcijanie wszystkich czasów powinni pytać się o swoją wierność wobec Bożych planów. Żyjemy w społeczeństwie tradycyjnie chrześcijańskim. I nam może się przydarzyć, że w imię wierności jakieś przyjętej przez nas wizji chrześcijaństwa, chrześcijańskiego społeczeństwa, odrzucamy prawdziwe orędzie Jezusa Chrystusa. A proroków, którzy wykazują nam błędy chcielibyśmy strącić w przepaść. Jeśli nie dosłownie, to na pewno w otchłań potępienia za rzekome herezje i wrogość wobec Kościoła.

Homilia po angielsku

Fourth Sunday in Ordinary Time – Cycle C

Jer 1:4-5, 17-19;    1 Cor 12:31—13:13 or 13:4-13;                       Lk 4:21-30

  1. Some years ago a popular song told us, „What the world needs now is love, love, love.” Perhaps the composer of this song was inspired by St Paul’s letter to the Corinthians. At any rate, Paul of Tarsus would totally agree with the main lines of the song.

This chapter has been correctly called a hymn of love. I suppose too we might name it a hymn to love. Many would argue that the thirteenth chapter of first Corinthians is not merely the finest prose in St Paul’s letters but also in the entire New Testament. Authors of whatever stripe would consider their oeuvre complete if they could run off such a sublime message on their word processors. The Holy Spirit had full burners working when He inspired Paul of Tarsus on this passage.

All of us at some time have asked in one form or another, „What is love?” There are of course many answers to the query. The one offered by mystics is the one I find most satisfying. They would say simply that love is a person. His name is Jesus. And, if you want to be an authentic lover, become that Jesus. He is the „lure let down to tempt the soul to rise.”

Someone suggests a trick for our instruction. Wherever Paul mentions the word „love,” we should substitute the word „Jesus.” Listen!

Jesus is always patient and kind. He is never jealous. Jesus is never boastful or conceited. He is never rude or selfish. Jesus does not take offense and is not resentful. He takes no pleasure in other people’s sins but delights in the truth. Jesus is always ready to excuse, to trust, to hope, and to endure whatever comes.

The glorious language does fit our Leader well, does it not?

But suppose that wherever St Paul mentions love, we substitute our own names. Is there anyone here who thinks the language fits us? If anything, we should grow red in the face – all of us – and hopefully sigh our regrets. Yet, the exercise does tell us the direction we, Christ followers should be heading.

  1. Someone described a biblical prophet as one who comforts the disturbed and disturbs the comfortable. Such a prophet was Jeremiah. Such a prophet is Jesus. Jesus’ public ministry begins with a disaster. Think about it. Of his entire time on earth (33 years), Jesus spent about 90% in Nazareth. The Nazarenes knew him intimately – or at least they thought they did. When he stood up to do the reading, the people at first reacted with delight. But then came a change. He told them something that shocked them. This prophecy of Isaiah, he said, has been fulfilled … in me. At those words the Nazarenes wanted to kill him.

We have to step back and consider what was going on. The Nazarenes knew Jesus as a neighbour – and no doubt a very good neighbour. What scandalized them was that this man was saying he is the axis of history. That was a big claim but Jesus was ready to back it up. The Nazarenes would have none of it.

It is difficult to accept any prophet—someone who comes along with a new way of thinking or a radical idea which undermines our established way of thinking. Jesus was no accepted in Nazareth because he dare to criticize, and the people didn’t expected from him a teaching but the miracles. It was the stubbornness and obstinacy of their harts that caused their anger. Is it not similar among us?  Are we also not angry with somebody who is trying to correct us and to help us out of errors and mistakes?

And this is a pity, because those who dare to criticize us, those who have enough courage to make corrections are our true friends. We can even say: “Don’t listen to those who are applauding and admiring you, because you will become too proud and boastful. Listen rather to those who are strong and courageous enough to show you your mistakes. They will certainly improve the quality of your life.

Roman Emperor, Mark Aurelius used to pray every day: “Lord, protect me from the false friends because with the true enemies I can handle myself”. Very often the false friends are glorifying and applauding causing the biggest damages.

Kazanie do druku TUTAJ

4 niedziela okresu zwykłego – rok C

Wprowadzenie do Mszy Świętej

Ofiara Eucharystyczna jest zaproszeniem do włączenia się w misję Chrystusa. Przychodzimy tutaj nie po to, aby być biernymi obserwatorami, ale zaangażowanymi uczestnikami, autentycznymi świadkami. Na początku tej Mszy przeprośmy Boga za to, że tak często o tym zapominamy i nie traktujemy poważnie naszego powołania.

Homilia

Każdy z nas jest powołany. Powołanie do dawania świadectw Chrystusowi to nie tylko „biznes” dla księży. Co więcej każdy z nas jest powołany aby być prorokiem, aby napominać i nawoływać do nawrócenia, szczególnie wśród naszych bliskich, w naszej rodzinie. Przez Sakrament Chrztu stajemy się uczestnikami potrójnej misji Chrystusa; Kapłana, Króla i Proroka. Tylko, czy my zdajemy sobie z tego sprawę? Czy my poważnie traktujemy nasze chrześcijańskie powołanie? Kiedy mówimy o powołaniu to myślimy raczej o księżach i zakonnikach lub zakonnicach. Wśród nich szukamy kapłanów i proroków. My raczej ustawiamy się na pozycji obserwatorów i biernych „odbiorców tanich na ogół usług religijnych”. Niechętnie myślimy o tym, że i my również jesteśmy POWOŁANI.

A przecież słowa skierowane w dzisiejszym pierwszym czytaniu do Jeremiasza doskonale odnoszą się i charakteryzują powołanie każdego z nas. Pan także do ciebie kieruje słowa: „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ty zaś przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się … gdyż Ja jestem z tobą … aby cię ochraniać.” Jeśli przyjąłeś Chrzest to przyjąłeś także misję bycia prorokiem we współczesnym -niestety- coraz bardziej poganiejącym świecie.

Warto sobie to bardzo wyraziście uświadomić szczególnie w Roku Wiary ogłoszonym przez Papieża Benedykta XVI 11 października ub. roku. Każdy z nas jest powołany do dawania świadectwa Chrystusowi i każdy z nas musi być przygotowany na niezrozumienie, na kpiny, na wyszydzenie i ośmieszenie, jak Chrystus został ośmieszony i zlekceważony w Nazarecie w swojej rodzinnej miejscowości. Każdy z nas musi się pogodzić z prawdą, że czasami trzeba być prorokiem wśród swoich, i że będzie się źle przyjętym i niezrozumianym, lub zrozumianym opacznie. Musimy być tego świadomi, że we współczesnym świecie nawet nasi bliscy będą się z nas naigrawać i odrzucać wartości religijne i moralne, głoszone przez Kościół i nauczanie naszego Pana. Doświadczymy niejednokrotnie gorzkiej prawdy słów Chrystusowych: „Zaprawdę, powiadam wam: żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.” Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo się zna i kto wydaje się „swojakiem”. A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki „wygarnia” grzechy, mówi o słabościach i przywarach, o błędach i nałogach. To gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni bowiem nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów.

Jeśli chcemy być wierni Mistrzowi, to musimy przyjąć, że i my tak będziemy traktowani, ale też … Musimy przyjąć fakt, że czasami do nas przyjdzie ktoś kogo znamy i będzie dla nas prorokiem, niewygodnym i trudnym do przyjęcia. Warto pamiętać o tym, gdy ktoś uczciwie i bez złośliwości zwraca nam uwagę. Pan Bóg posyła nam wtedy właśnie proroka, aby nam pomógł.

Gdy Jezus nauczał w Nazarecie, nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas ? A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: „Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to  dla twojego dobra.

Cesarz Marek Aureliusz podobno miał się modlić tak: „Boże, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę„.

A może i mnie fałszywi przyjaciele schlebiając mi wyrządzają większą szkodę, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować …?

Modlitwa wiernych

Ojcze Wszechmogący daj nam prosimy być Twoimi wiernymi i nieustraszonymi świadkami wśród zmieniającego się świata i głosić Twoją miłość i prawdę tam, gdzie panuje niezrozumienie, nienawiść i egoizm.

1          Za Papieża, biskupów i kapłanów, aby nigdy nie obawiali się być niepopularnymi głosząc Twoje Królestwo i nawołując do pokuty i nawrócenia                Ciebie prosimy …

2          Daj naszym duszpasterzom odwagę głoszenia niepopularnych ale zbawiennych prawd, a nam daj pokorę do ich przyjęcia                 Ciebie prosimy …

3          Daj nauczycielom mądrość i roztropność w dawaniu świadectwa Tobie, a uczniom odwagę i zrozumienie w przyjmowaniu nauki                 Ciebie prosimy …

4          Pozwól i nam z radością i odwagą  świadczyć o Tobie autentycznym przykładem życia ucznia chrystusowego świadczyć                       Ciebie prosimy …

5          Wszystkim, którzy lękają się lub są niepewni udziel Twego Ducha mądrości, rozwagi i męstwa w wiernym wyznawaniu Twojego Syna                        Ciebie prosimy …

Ty posłałeś swojego Syna, Odwieczne Słowo, aby nam objawić siebie i przyprowadzić nas do jedności z Tobą, wspieraj nas na drodze do zbawienia mądrością i pokorna odwagą Twoich sług a naszych pasterzy przez Chrystusa jedynego i Dobrego Pasterza, Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen

Słowo przed rozesłaniem

Za chwilę usłyszymy słowa „Idźcie, Ofiara spełniona”. Nie jest to zaproszenie do zapomnienia, ale raczej do głoszenia naszym codziennym życiem prawdy o Bogu, Który czeka na nasze nawrócenie. Bądźmy prorokami prawdy i miłości Boga, w naszych rodzinach, w naszym środowisku i wśród dzisiejszego świata, tak często odchodzącego od Boga.

Reklamy

Niedziela Chrztu Pańskiego – C

Iz 40,1-5. 9-11,  Tt 2,11-14. 3:4-7

Łk 3,15-16.21-22

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie.

Znaczenie Chrztu …

Chrzest jest na pewno pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem, potrzebnym koniecznie do zbawienia, ale …. DLACZEGO?

Warto sobie uświadomić kilka momentów historio-zbawczych z życia Chrystusa. Po 30 latach życia ukrytego, Jezus z Nazaretu udaje się na 40 dni na pustynię. Tam kuszony przygotowuje się do swej trzyletniej misji mesjańskiej. Rozpoczyna ją niejako oficjalnie właśnie od Chrztu w Jordanie. W tym momencie w historii całej ludzkości dokonuje się dramatyczny przełom. Mówiąc obrazowo, wypędzony z nieba Adam może rozpocząć drogę powrotną.

Jakie jest znaczenie tego faktu? Można powiedzieć, że początek misji Chrystusa, czyli Chrzest w Jordanie, to początek nowego stworzenia. Po grzechu pierworodnym ludzkość odchodziła, oddalała się od Boga. Chrystus -właśnie Chrztem w Jordanie- rozpoczyna drogę powrotną dla ludzkości. Od tego momentu, od tego sakramentu ludzkość zaczyna wracać do utraconego raju. Sam Bóg posyła swego Syna, aby właśnie przez ten sakrament drogę powrotną nam otworzyć. Przez sakrament Chrztu odzyskujemy to, co utracili pierwsi rodzice: dziecięctwo Boże, Łaskę Uświęcającą, prawo do nieba. Przez Chrzest stajemy się żywymi członkami Kościoła – Ciała Chrystusowego. Od Chrztu rozpoczyna się nasza droga powrotna do utraconego raju, rozpoczyna się nasz proces „nowego stworzenia”.

Druga uwaga odnosi się do tego właśnie procesu „nowego stworzenia”. Bo jest to rzeczywiście proces, a nie jednorazowy akt. Chrystus rozpoczyna ten proces właśnie przez Chrzest w Jordanie, ale prowadzi Go on do Wielkiego Piątku Męki i Śmierci, a w końcu do Wielkiej Nocy Zmartwychwstania. Nie można o tym zapomnieć, że i dla każdego z nas proces ten musi prowadzić przez Wielki Piątek do Wielkanocy. Nie ma innej drogi, nie ma innej możliwości. Dlatego w pierwotnej liturgii Chrzest nazywano „zanurzeniem w śmierci Chrystusa”, lub „zanurzeniem w śmierci z Chrystusem”. Nie są to tylko piękne i słowa i teologiczne dywagacje. Przez Chrzest naprawdę zanurzamy się w śmierć, aby razem z Chrystusem zmartwychwstać. Jeśli o tym fakcie zapomnimy, to nasze chrześcijaństwo będzie przeżyciem głębokiego rozczarowania, nasza przynależność do Chrystusa będzie tylko powierzchowna i frustrująca. Chrzest jest zanurzeniem w śmierci.

I trzecia uwaga to przypomnienie, że na tej drodze powrotnej do utraconego raju, w tym bolesnym procesie „nowego stworzenia” Chrystus daje nam bardzo realne i konkretne pomoce i środki do zrealizowania tego zadania. A są to; założony przez Niego Kościół i sakramenty. Kościół jest nie tylko wspólnotą wiary, ale jest wprost Ciałem Chrystusa, sakramentem zbawienia. Przez Chrzest stajemy się członkami tego Żywego organizmu (Ciała Chrystusa) i nie podążamy do utraconego nieba samotnie, czy indywidualnie. Spodobało się Bogu zbawiać ludzi nie pojedynczo … I tutaj warto przypomnieć (bardzo dzisiaj niepopularną) prawdę – „Extra Eccelsiam nulla salus”.

Ale także otrzymujemy na tej drodze inne pomoce, jakimi są pozostałe sakramenty, które nie zostały ustanowione przez Chrystusa jako opcjonalne i do wyboru, do akceptacji lub do odrzucenia. Nie jest np. Sakrament Pojednania jedynie opcjonalnym, tak samo jak sakrament Małżeństwa czy Bierzmowanie. A iluż ludzi dzisiaj o tym zapomina?

Chrzest jest więc rzeczywiście pierwszym i najpotrzebniejszym sakramentem przez który każdy z nas rozpoczyna osobisty (choć nie indywidualistyczny) proces „nowego stworzenia”. Zostajemy włączeni do wspólnoty Kościoła, aby w tej wspólnocie wzajemnie pomagać sobie w drodze powrotnej..

Bardzo głębokie są inspiracje wypływające z takiego właśnie widzenia Sakramentu Chrztu i chociażby z tego co o tym mówi sam Jan Chrzciciel: „On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”.

  • Co znaczy, że zostaliśmy przez Chrystusa ochrzczeni Duchem Świętym?

  • Co znaczy, że zostaliśmy ochrzczeni ogniem?

To są bardzo niepokojące i na pewno niepopularne pytania.

II Niedziela w Okresie Bożego Narodzenia – A,B,C

Syr 24, 1-2. 8-12,  Ef 1, 3-6. 15-18
J 1, 1-5. 9-14
Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga,
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko przez Nie się stało,
a bez Niego nic się nie stało,
co się stało.
W Nim było życie,
a życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci
i ciemność jej nie ogarnęła.
Była Światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było Słowo,
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego,
którzy ani z krwi,
ani z żądzy ciała,
ani z woli męża,
ale z Boga się narodzili.
Słowo stało się ciałem
i zamieszkało miedzy nami.
I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca,
pełen łaski i prawdy.
Oto słowo Pańskie.

Na początku było Słowo … Które przyszło do swoich …

Słowa dzisiejszej Ewangelii są powtórzeniem tego co słyszeliśmy w pierwszy dzień świąt. Jest to wspaniały hymn św. Jana, w którym Autor, najmłodszy Apostoł Chrystusa przekazuje nam całą głębię  teologicznej prawdy o Jezusie Synu Bożym – Wcielonym Słowie, Światłości, Życiu i Prawdzie. Te słowa , tak przecież piękne i głębokie, wydają się jednak być trudne do zrozumienia i czasami „mijają nas jakby obok lub ponad głowami”. Myślę jednak, że trzeba w pewnym sensie dorosnąć do zrozumienia ich głębi i poddać się ich wewnętrznej sile i mocy, aby stały się one dla słuchającego pełne sensu i blasku. Trzeba dać się pochłonąć ich głębi i smakować je powolutku i bez pośpiechu, jak poezję, która odkrywa swoją głębię się tylko przed znawcami. Niestety my niejednokrotnie nie potrafimy już tego, jesteśmy zbyt zabiegani i zbyt racjonalni.

To co Jan Apostoł chce nam w nich powiedzieć, to przede wszystkim głęboka prawda o Tajemnicy Wcielenia, która staje się bardziej zrozumiałą gdy połączyć ją z Tajemnicą Odkupienia. Bóg stał się człowiekiem, zamieszkał w ludzkim świecie, aby ze swej Pełności dać nam łaskę po łasce. Tylko to może usprawiedliwić przyjście Boga na świat w ludzkim ciele. Wszystko, czym jesteśmy i czym będziemy, wszystko co mamy i mieć możemy, absolutnie wszystko !!! mamy od Niego i dzięki Niemu …

Jan -jednak- w swoim Prologu podkreśla także i inną prawdę. Prawdę smutną i przerażającą, prawdę że tenże Bóg – Człowiek, Który przyszedł do swego stworzenia, przez to stworzenie został odrzucony, nierozpoznany … zanegowany. To tak, jakby wyprodukowany przez człowieka produkt; mebel, stół, samochód … powiedział swojemu twórcy: „Nie znam cię, ty nie istniejesz, to ja cię stworzyłem, jesteś tylko wytworem mojej chorej wyobraźni …

Często tak właśnie się dzieje, kiedy dzieci chcąc się „usamodzielnić” z jakimś niesamowicie przewrotnym wyrzutem i w przypływie nieuzasadnionej, absurdalnej goryczy zwracają się do swoich rodziców mówiąc: „Ja się na świat nie prosiłem! Po co mnie urodziliście?! Nie znam was i nie chcę was znać! I co wtedy rodzice mogą powiedzieć? Jak mogą zareagować na tego rodzaju „mądrość”?

Czy ja aby nie jestem podobny do takiego smarkatego, rozpieszczonego dziecka, które chce się „uwolnić” od ciążącej mu rodzicielskiej opieki?

II Sunday of Christmas

Sir 24, 1-2.8-12, Eph 1, 6.15-18, John 1, 1-18

In the beginning was the Word … He came to His own and His own people did not accept Him …

The words of today’s Gospel are a repetition of what we heard on the Christmas Day. It’s a great hymn of St. John, where the author, the youngest apostle of Christ gives us in full the profundity of the theological truth about Jesus the Son of God – the Word made flesh, Light, Life and Truth. These words are so beautiful and extremely profound, but it seems that they are difficult to understand and sometimes, „we let them pass by near or over our heads.” However, I think one needs to grow up in a certain intelligence, to understand their depth and surrender to their inner strength and power, so that they become full of meaning and splendor for the listener. You have to let you be absorbed by its wisdom and taste them slowly and without haste, like poetry, which reveals its profundity only to experts. Unfortunately, we often cannot afford that, we are much too busy and too rational.

What John the Apostle wants to tell us, is primarily a bottomless truth about the mystery of the Incarnation, which becomes more understandable when you combine it with the mystery of the Redemption. God became man, lived in the human world, from His fullness He gave us „grace upon grace”. This alone can clarify and justify the coming of God into the world in human flesh. All that we are and what we will be, all we have and we can have, absolutely everything, we have from Him and through Him …

John in his prologue also highlights another truth. Sad and frightening truth, the truth that this God, God-Man, Who came to His creature, by this creature was rejected, unrecognized, neglected, and even  … negated. It is, as if a product, furniture, table, car produced by a human … told the creator: „I do not know you, you do not exist, I created you, you’re just a fabrication of my sick imagination …

Often, that’s what happens when kids wanting a freedom or „emancipation” with some incredibly perverse mentality reproach and with absurd bitterness turn to their parents, saying: „I am in the world where I did not ask to be! Why did you give me a birth? I do not know you and do not I want to know you! And then, what parents can say? How can they respond to this kind of „wisdom”?

Is it not that I’m resembling this capricious and spoiled child who wants to „liberate himself from an oppressive parental care”?