I Niedziela Adwentu – A

Czytania: Iz 2,1-5; Ps 122 (121); Rz 13,11-14; Mt 24,37-44

noe

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Homilia

Słowa św. Pawła z Listu do Rzymian: „A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” są doskonałym motto rozpoczynającego się dzisiaj Adwentu. Prorok Izajasz w pierwszym czytaniu zachęca nas również: „Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!” A Jezus w Ewangelii przestrzega w sposób bezpośredni: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie”.

Co to wszystko jednak znaczy w naszej codzienności? Czy nie jest ona podobna do tej o jakiej mówi Chrystus na początku dzisiejszej Ewangelii? Czy nie jest tak, „jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich,”? Wystarczy rozglądnąć się dookoła i zobaczyć jak bardzo wszyscy zaaferowani i zajęci są doczesnością, robieniem interesów, gromadzeniem dóbr materialnych, zabezpieczaniem sobie dnia jutrzejszego, sprawami doczesnymi. My nie boimy się już nawet potopu,trzęsienia ziemi czy wulkanów, bo nas to jakoś omija.

Kogo w dzisiejszym świecie interesuje przyjście Pana? Kto o tym myśli, kto się tym przejmuje, kogo poruszają słowa św. Pawła: „żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości”? Cały świat współczesny, cała nasza cywilizacja nastawiona jest na doczesność , na szybki sukces, na bezpośrednią gratyfikację i natychmiastowy zysk. Kogo obchodzi jakiś bliżej nieokreślony „Dzień Paruzji”, skoro codzienność przynosi ze sobą tyle kłopotów i zmartwień, tyle realnych wyzwań i trosk?

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo-zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Przychodzimy na niedzielną Mszę świętą, niby słuchamy Słowa Bożego i … puszczamy je mimo uszu. Codzienność nasz pochłania … A może warto by było obudzić się z letargu i uśpienia otrząsnąć z tej doczesnej nad-aktywności i zapytać: „co -tak naprawdę- jest najważniejsze w moim życiu”?  Adwent to nie tylko czas oczekiwania na Boże Narodzenie, to nie tylko okres przedświątecznych zakupów i bieganiny za prezentami pod choinkę, ale to przede wszystkim czas przygotowania na przyjście Boga-Człowieka, na spotkanie go w moim życiu, czas czujności i wyczekiwania na coś, co naprawdę jest ważne, a nawet najważniejsze w moim życiu.

Abyś nie przegapił przyjścia Chrystusa i abyś mógł stanąć przed Synem Człowieczym bez lęku i trwogi. A przede wszystkim czuwaj i nie daj się uśpić obietnicom i mirażom ziemskiego dobrobytu.

Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.


Homilia alternatywna

Czy jestem gotowy? Czy jestem czujny?

Jeśli się na coś czeka, to człowiek zazwyczaj nie umie się zająć poważnie żadną inną pracą. Cała jego istota, cała jego osobowość jest nastawiona na to, co ma przyjść. Czy to będzie wizyta kogoś kogo kocham, czy wakacje po długim roku szkolnym, wyjazd na wczasy, lub czekanie na operację w szpitalu. Czekający jest nastawiony na to czego lub kogo oczekuje. Wszystko inne wydaje się w tym momencie (oczekiwania) mniej ważne lub w ogóle nie ważne, bez znaczenia, bez wartości. Cała moja osoba jest nastawiona na wydarzenie na które czekam. Oczekując na pociąg w poczekalni dworcowej „zabijam czas” czytaniem kryminału, przeglądaniem gazety, przygodną i niezobowiązującą rozmową, oglądaniem reklam i wystaw. Nie rozkładam się wtedy z prasowaniem, nie gotuję obiadu, nie robię nic zobowiązującego i angażującego, bo CZEKAM !!!

A jak było za dni Noego? „Jedli i pili, żenili się i za mąż wychodzili, i nie spostrzegli się kiedy przyszedł potop„. Nie czekali, ich czujność została uśpiona nie tylko codziennymi czynnościami, ale i dobrobytem, samowystarczalnością, zamożnością, a przede wszystkim grzechami. Byli tak zadufani w sobie i samo zadowoleni, że nie spostrzegli nadchodzącego kataklizmu. A jak będzie przed przyjściem Syna Człowieczego? Jemy, pijemy, robimy dobre interesy … nie czekamy …

Co więcej, nie bez przyczyny św. Paweł nawołuje: „rozumiejcie chwilę obecną … odrzućcie uczynki ciemności, a przyobleczcie się w zbroję światła. żyjcie przyzwoicie”. To nie mogą być tylko takie sobie puste słowa, pobożne gadanie bez znaczenia. Okres Adwentu, to okres oczekiwania, okres czujności i gotowości. I –tak naprawdę, to całe życie chrześcijanina jest adwentem, okresem świadomego oczekiwania na przyjście Pana.

Czy ja jednak nie zapomniałem o tym Czy ja nie rozkładam całego mojego kramiku w kolejowej poczekalni? Czy nie zapomniałem, że mój pociąg może w każdej chwili nadjechać, że mogę nie zdążyć się spakować? Czy jestem gotowy do „odjazdu”, do ostatecznej i nieodwołalnej podróży? Czy nie uśpiłem swojej czujności nie tylko codziennymi zajęciami, ale przede wszystkim moimi grzechami; pychą, zarozumiałością, zatwardziałością serca, obojętnością, lekceważeniem moich chrześcijańskich obowiązków? Czas Adwentu ma mi o tym przypomnieć, że CZEKAM!!! Ale czy ja naprawdę czekam? Nie na święta, nie na choinkę, nie na miłą i radosną, rodzinną atmosferę, ale NA PRZYJŚCIE PANA?

Dlatego wy bądźcie gotowi,

bo w chwili, w której się nie domyślacie …


II Homilia alternatywna

Ponadczasowe, uniwersalne wezwanie do czuwania, i do czujności … ale nie straszenie. Po cóż Pan Jezus miałby nas straszyć? Czy w ogóle Pan Jezus nas straszy? Raczej na pewno nas nie straszy i nie o straszenie Mu chodzi … A więc o co? Po co w ogóle te groźne słowa?

Sądzę, że odpowiedzią są pierwsze zdania dzisiejszej Ewangelii:

A jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego.

Problem jest właśnie w tym, że człowiek od zarania dziejów jest głuchy i ślepy, że nie widzi bo nie chce widzieć …. zajmuje go tysiące bzdurnych i nieistotnych spraw, jest tak głęboko pochłonięty doczesnością, że rzeczy istotne uchodzą jego uwagi.

Chrystusowi -zapowiadającemu koniec świata- nie chodzi wcale o to, kiedy i jak ma się to dokonać, ale o to że ja mam być na to gotowy przez całe moje doczesne życie. Niestety my zapominamy o tym, że Chrystus ma przyjść i chce nas zastać czuwających, a bardziej interesuje nas  to jak i kiedy, bo to podnosi poziom adrenaliny?

Wobec zmieniających się sytuacji życiowych, politycznych i kulturowych przewrotów, ekonomicznych i społecznych katastrof o wiele łatwiej jest zdobyć się na spekulacje o okolicznościach przyjścia Chrystusa niż na uczciwe życie, które mogłoby nas na to przyjście przygotować. Dlatego np. internet zapełniony jest sensacyjnymi doniesieniami o niezwykłych znakach i przepowiedniach zapowiadających !!!! TAK – KONIEC ŚWIATA!!!!

Z jednej strony bardziej ekscytujące wydają się rozważania o niezwykłych znakach i kataklizmach niż uczciwe życie na co dzień, ale też z drugiej strony gotowi raczej jesteśmy się „modlić” o naprawienie naszych grzechów przez Chrystusa „przychodzącego na obłokach” niż po prostu starać się ich nie popełniać …

Łatwiej jest myśleć o spektakularnym przyjściu Chrystusa, Który naprawi wszystkie nasze błędy i pomyłki,  niż podjąć wysiłek nie popełniania tych błędów i pomyłek, lub naprawiania ich samemu. Rozmyślania o tym kiedy i jak zakończy się świat odwracają naszą uwagę od tego co mamy robić w tej chwili, tu i teraz, aby do Jego przyjścia się przygotować.

I dlatego Jezus nie podaje nam ani daty, ani nie określa w sposób precyzyjny czasu swojego przyjścia, a mówi raczej: „wy bądźcie gotowi (ZAWSZE), bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.”

Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata – rok C

materiały w formacie .pdf

obraz_chrysta_krolaCzytania: 2 Sm 5,1-3; Kol 1,12-20; Łk 25,35-43

Jezu wspomnij na mnie …

Wiem Panie, że życiem moim nie zasługuję na uczestnictwo w Twoim Królestwie. Wiem, że gdybyś miał mnie osądzać według Twej sprawiedliwości, to na pewno nie byłbym lepszy od łotrów, którzy z Tobą byli ukrzyżowani. Niemniej jednak ufam w Twoje wielkie miłosierdzie i razem z jednym z nich powtarzam w pokorze: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa„.

Tak bardzo potrzeba nam tej postawy pokory, postawy uznania naszej małości i naszej grzeszności, a tak niewielu chce to uznać, tak wielu w pysze i zarozumiałości z kpiną powtarza za pierwszym łotrem: „Okaż swoją Boska potęgę, jeśli jesteś Mesjaszem, to dokonaj cudu !!!!” Czemu tyle w nas buty i pychy, czemu tyle zarozumiałości i zadufania, czemu tyle arogancji i pretensji do Boga? Czyżbyśmy byli tak ślepi? Czyżbyśmy nie widzieli naszych grzechów? Czyżbyśmy byli tak bezrozumni i zarozumiali, żeby Boga wystawiać na próbę?

Świat współczesny, rozwój nauki, a szczególnie rozwój techniki i technologii wpędza nas w samouwielbienie, w samoubóstwienie. Jezus, Król Wszechświata staje się coraz bardziej postacią mitologiczną i bajeczną. To człowiek staje się panem świata, to człowiek -ze swoim rozumem- ten świat podbija i czyni … poddanym, ale i w sposób głupi i nieodpowiedzialny niszczy i dewastuje. Człowiek postawił się w miejscu Boga i ….butnie Bogu się odgraża, wystawia Go na próbę. I co? Jako efekt tej władzy człowieka nad światem mamy zanieczyszczenie na planetarną skalę, niesprawiedliwość społeczną, nędzę milionów ludzi i rażące bogactwo garstki miliarderów. 840 milionów ludzi codziennie głoduje na świecie, dziesiątki tysięcy codziennie umiera z głodu i nędzy, 100 milionów rocznie umiera tylko na malarię, setki tysięcy ginie w niesprawiedliwych wojnach, zamachach i gwałtach … Czyż trzeba więcej jeszcze aby opisać „królestwo człowieka”? …

Jezu, proszę wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do Twego Królestwa.

Modlitwa do Jezusa Chrystusa naszego Króla i Pana

Jezu Chryste, Królu Wszechświata, Panie nasz i Boże, Odkupicielu rodzaju ludzkiego, nasz Zbawicielu! Ty, który mówiłeś, że Królestwo Twoje nie jest z tego świata, który wzywałeś nas do szukania Królestwa Bożego i nauczyłeś nas prosić w modlitwie do Ojca: „przyjdź Królestwo Twoje”, wejrzyj na nas stojących przed Twoim Majestatem.

Wywyższamy Cię, oddajemy Ci cześć i uwielbienie. Pokornie poddajemy się Twemu Panowaniu i Twemu Prawu. Świadomi naszych win i zniewag zadanych Twemu Sercu przepraszamy za wszelkie nasze grzechy i zaniedbane dobro. Wyrażamy naszą skruchę i prosimy o zmiłowanie.

Przyrzekamy zabiegać o pomnożenie Twojej Chwały, dziękować za nieskończone Miłosierdzie, które okazujesz z pokolenia na pokolenie, wiernością i posłuszeństwem odpowiadać na Twoją Miłość. Boski Królu naszych serc, niech Twój Święty Duch, wspiera nas w realizacji tych zobowiązań, chroni od zła i dokonuje naszego uświęcenia. Niech pomaga nam porządkować całe nasze życie i posłannictwo Kościoła.

Króluj nam Chryste! Króluj w naszej Ojczyźnie, króluj w każdym narodzie, na większą chwałę Przenajświętszej Trójcy i dla zbawienia ludzi. Spraw, aby nasze rodziny, wioski, miasta i świat cały objęło Twe Królestwo: królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju, teraz i na wieki wieków Amen.

Jezu, Królu Wszechświata, panuj w naszej Ojczyźnie i we wszystkich narodach świata!…

Chrystus Królem, Chrystus Panem, Chrystus, Chrystus Władcą nam!

XXXIII Niedziela Zwykła

Ml 3,19-20,   2Tes 3,7-12

Łk 21,5-19

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział:

Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec.

Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Hintergrundbild mit einem Endzeit Szenario

Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa …

Miesiąc listopad na pewno sprzyja pogłębionej refleksji eschatologicznej, czyli refleksji o rzeczach ostatecznych. Na początku miesiąca obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, a zaraz po niej, następnego dnia wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. Przez cały miesiąc modlimy się za zmarłych, a w Liturgii Słowa tego miesiąca pojawiają się teksty biblijne dotyczące tej rzeczywistości, czyli końca świata, czy to z proroków jak w dzisiejszym pierwszym czytaniu, czy z Apokalipsy św. Jana, czy też zapowiedzi samego Chrystusa (jak w dzisiejszej Ewangelii) odnoszące się do końca czasów, do końca świata.

Temat ten jest także przedmiotem naszych rozmów, czy medialnych newsów poszukujących sensacji. Od jakiegoś czasu domorośli prorocy zapowiadają ostateczny koniec świata na 12 grudnia 2012 roku. Rzeczywistość końca czasów, sądu ostatecznego, objawienia się Antychrysta, niezwykłych kataklizmów, w których Himalaje parują jak szklanka wody w ciągu sekundy jest także obecna w filmowej produkcji. Filmy takie jak; „Doomsday”, „Armagedon”, „The Day After”, „Apokalipsa” czy „Niebo się zapada” pobijają rekordy oglądalności i nabijają kasę twórcom. Na internecie znaleźć można reklamy setek książek, z których możesz się dowiedzieć jak przeżyć koniec świata.

Wszystko to jednak obliczone jest na sensację i podniesienie poziomu adrenaliny we krwi, co zresztą bardzo lubimy i czego coraz częściej poszukujemy. Z drugiej jednak strony takie sensacyjne i niemalże bajkowe przedstawienie czasów eschatologicznych powoduje, że jakoś się do tego przyzwyczajamy, że nam to obojętnieje. Nikt bowiem kto ma chociażby odrobinę zdrowego rozsądku nie będzie traktował poważnie katastroficznej produkcji Hollywoodu. Oglądamy to z dreszczykiem emocji i podniesienia i kwitujemy stwierdzeniem: „ano, ładna bajeczka”. Niestety podobnym stwierdzeniem kwitujemy (czasami nawet podświadomie) Słowo Boże mówiące o końcu świata. Kto -tak an dobrą sprawę przejął się słowami proroka Malachiasza z dzisiejszego pierwszego czytania, kto je dzisiaj w ogóle usłyszał? „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Nawet w dzisiejszej Ewangelii zwracamy bardziej uwagę na znaki i niezwykłości zapowiadające koniec świata. Chcielibyśmy raczej dowiedzieć się w miarę precyzyjnie, kiedy TO nastąpi? Są i tacy, którzy twierdzą, że znają nie tylko datę końca świata, ale i sposób na dostanie się do nieba … Jak w każdych czasach tak i dzisiaj nie brak pseudo-proroków i wizjonerów różnego rodzaju, a czasami po prostu zwykłych naciągaczy i szarlatanów. A przecież rzeczywistość opisywana przez proroków Starego Testamentu i zapowiadana przez Chrystusa nie jest sensacyjną bajeczką obliczoną na ochy i achy słuchaczy i zapomnianą, lub do zlekceważenia.

Warto więc podejść do sprawy końca świata w sposób poważniejszy, nie sensacyjny i nie bajkowy.

I dlatego warto zadać sobie pytanie:  czy naprawdę to właśnie chce nam powiedzieć  Jezus kiedy o końcu świata mówi? Czy chce nas epatować katastrofami i straszyć, czy raczej chce nas do tego nieuniknionego wydarzenia przygotować? Czy nie powtarza raczej ustawicznie i z powagą: „bądźcie czujni i nawracajcie się, dzień ten bowiem przyjdzie niespodziewane jak złodziej, czuwajcie więc aby was nie zaskoczył!”

Co chce  powiedzieć w dzisiejszej Ewangelii? Szkoda, że tak niewielu zwraca uwagę na kilka -pozornie drobnych- słów: „Lecz zanim to wszystko nastąpi podniosą na was ręce i będą was prześladować (…) A będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

To samo mówią nam ostatni Papieże, Paweł VI, Jan Paweł II i Benedykt XVI: „Kościół czasów ostatnich będzie kościołem mniejszości, kościołem próby i dawania świadectwa”.

Czy jednak zamiast zajmować się wątpliwymi prognozami końca świata, nie byłoby lepiej zastanowić się, jak dawać świadectwo Chrystusowi na co dzień? Czy nie lepiej uznać, że taką sposobność do składania świadectwa mam -na dobrą sprawę- zawsze i że ustawicznie żyję w czasach ostatecznych. Stale powinienem być gotowy na spotkanie z Panem i naprawdę, moja własna śmierć to, mój osobisty, mały koniec świata, i spotkanie twarzą w twarz z Chrystusem (niekoniecznie „przychodzącym na obłokach”). Warto często zadawać sobie to pytanie, czy jestem gotowy na taki właśnie, osobisty koniec świata, na takie osobiste spotkanie? Czy swoim życiem daję świadectwo, czy świadczę Chrystusowi nie przez słowa i wątpliwej jakości „proroctwa”, ale przez moje dobre życie? A może po prostu: Czy spotkałem już Chrystusa w moim bliźnim?

W przeciwnym razie lepiej jednak zwrócić uwagę na słowa proroka Malachiasza, którzy przestrzega: „Oto nadchodzi dzień, palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą jak wysuszona słoma, w ten dzień sądu …

Można by nawet powiedzieć w sposób bardzo zwięzły”

Kto spotkał już Chrystusa w bliźnim nie musi się obawiać spotkania przy końcu świata.

Kto nie umie Go rozpoznać w bliźnim, żyjącym obok, nie rozpozna Go także przy końcu życia …

 

 

11.11. Święto Niepodległości

img_4098-2

Mdr 6,1-11,         Ga 5, 1. 13-18

Mt 20, 17-28

 

Syn Człowieczy zostanie wydany na ukrzyżowanie

(Środa II Tydzień Wielkiego Postu)

+ Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.

Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: « Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie ».

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: « Czego pragniesz? »

Rzekła Mu: « Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie ».

Odpowiadając Jezus rzekł: « Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?

Odpowiedzieli Mu: « Możemy ».

On rzekł do nich: « Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował ».

Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: « Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym.

Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu ».

Oto słowo Pańskie.

 

Homilia na 11 listopada

Dzisiaj Święto Niepodległości …

– Podpisany w listopadzie 1918 roku przez francuskiego marszałka Ferdynanda Focha rozejm z pokonanymi Niemcami, kończył straszliwe lata wojennych zmagań. 10 milionów poległych żołnierzy, 20 milionów rannych, 70 milionów zmobilizowanych w wojskowe szeregi. I-sza wojna światowa została zakończona. Był to na pewno powód do radości dla całej Europy. Ale był to powód do jeszcze większej radości dla Polaków.

Jak opisują kroniki z tamtych dni:

Od rana do wieczora gromadziły się tłumy na rynkach miast, robotnik, urzędnik porzucał pracę, chłop porzucał pole i biegł do miasta, na rynek, dowiedzieć się, przekonać się, zobaczyć wojsko polskie, polskie napisy, orły na urzędach…

„Po 123 latach niewoli Polska wstawała, by żyć… Wolna wśród wolnych, równa wśród równych! Niepodległa! Przyszła Polska w imię Pana!”

– Niepodległość wywalczona

Wspominamy dzisiaj nie tylko zakończenie I Wojny Światowej ale i trzy słynne powstania: Kościuszkowskie (1794), Listopadowe (1830) i Styczniowe (1863). Wspominamy czyn legionowy Józefa Piłsudskiego, który mówił do swoich żołnierzy, że spotyka ich zaszczyt, gdyż jako pierwsi idą walczyć o oswobodzenie Ojczyzny, wszyscy równi wobec ofiar jakie ponieść mają. Wiemy jak dużo wtedy polało się polskiej krwi, ale ta krew zaowocowała niepodległością w 1918 r.

Brali w tym udział także nasi rodacy, nowotarżanie. Wśród tych żołnierzy było ponad 2 tysiące legionistów – mieszkańców Nowego Targu, Zakopanego i Podhala. Kilkunastu z nich jest uwiecznionych na pamiątkowej tablicy w wejściu do budynku liceum. Jednym z nich był min. Józef Szopiński. Jako 19-to letni młodzieniec wyruszył w 1914 roku na ochotnika z 55-tą Drużyną Strzelców Podhalańskich do Legionów Piłsudskiego. Zmarł dwa lata później w szpitalu w Dęblinie 9 grudnia 1916 roku,wskutek obrażeń odniesionych w walkach frontowych. Takich jak on, młodych, odważnych patriotów były dziesiątki tysięcy. Nie wolno zapomnieć ich ofiary z życia.

Kocham Ojczyznę, bo moja matka się tutaj urodziła, bo w tej świętej ziemi spoczywają ci wszyscy, których opłakuje matka i czci ojciec, bo miasto moje rodzinne, moja mowa, książki uczące mnie, bo mój brat, moja siostra, koledzy moi, cały wielki naród, wśród którego żyję, przyroda, co mnie otacza i wszystko, co widzę, co kocham, co podziwiam – jest częścią Ojczyzny”. – pisał jeden z polskich legionistów w liście do swoich kjrewnych.

Cieszymy się niepodległością, obchodzimy rocznicę jej odzyskania radośnie, ale Narodowe Święto Niepodległości to stosowna okazja, by postawić sobie pytanie: Czy ja jestem wolnym człowiekiem?

Jesteśmy narodem, który umiał walczyć o wolność, … „za naszą i waszą wolność.” Doświadczamy jednak, że łatwiej jest walczyć o wolność niż żyć jako wolny człowiek, jako wolny naród!

Jesteśmy wezwani do wolności. Ale jest obawa przed nowym zniewoleniem. Kto się więc tak na nas uwziął? – pytamy. Odpowiedź brzmi: my sami … odrzucając prawo Boga, prawo które prowadzi do wolności, a uzurpując sobie władzę decydowania o dobrem i złem, popadamy w nową niewolę.” – pisał autor w przededniu II-giej wojny światowej.

Czyż słowa te nie są aktualne także dzisiaj, w 97 lat po odzyskaniu niepodległości?

W takiej uroczystej chwili jak nie zapytać siebie samych, czy rzeczywiście kochamy ten wspólny, polski dom, naszą Ojczyznę.

Marszałek Polski – Józef Piłsudski mówił: „Ten, kto nie szanuje i nie ceni swej przeszłości, nie jest godzien szacunku teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości”. Dzisiaj w sposób szczególny pragniemy wyrazić wdzięczną pamięć tym, którzy nie tylko żyli i pracowali dla swojej ojczyzny, ale nade wszystko oddali za nią to, co mieli najcenniejsze – swoje życie.

Gdzie twoje groby, Polsko???? A gdzie ich nie ma?” —pytał Jan Paweł II w Warszawie w czasie I-szej pielgrzymki w 1979 roku. Święto Niepodległości uświadamia nam wielką ofiarę i daninę krwi wylaną przez pokolenia Polaków dla odzyskania wolnej i suwerennej Ojczyzny. Dziś wspominamy ich, modlimy się za nich, aby dane im było cieszyć się ojczyzną niebieską.

Ale, … jak my tę wolność zagospodarowaliśmy?

W liście do Galatów słyszeliśmy słowa św. Pawła:

Do wolności wyswobodził nas Chrystus. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie!

Papież Jan Paweł II -nasz wielki i święty Rodak- nawoływał i modlił się w czasie kolejnych pielgrzymek do Ojczyzny:

o mądre zagospodarowanie wolności, o mądre jej wykorzystanie. Napominał i nawoływał do mądrej wolności i do korzystania z tej wolności zgodnie z przykazaniami Bożymi. A my, czy umiemy tę wolność mądrze zagospodarować? On tak bardzo konkretnie wskazywał nam, na czym polega wolność, która najpierw i przede wszystkim nie jest tylko wolnością od, ale jest nade wszystko wolnością ku, wolnością do. Taka wolność to nie tylko wolność od zniewoleń zewnętrznych, ale przede wszystkim wolność od wszelkiego rodzaju zniewoleń wewnętrznych, to także zadanie, wolność do zrealizowania, to wolność ku dobru, a nie jak mówi św. Paweł „zachęta do hołdowania ciału„. Taka wolność to wzajemna służba, to przestrzeń miłości i miłosierdzia, to wolność ku dobru, a nie wolność od dobra, jak czasami mogłoby się wydawać. To nie wolność od przykazań i norm moralnych, to nie anarchia i całkowita samowola.

W homilii w czasie Mszy Św. na Błoniach w Krakowie, 10 czerwca 1979 Papież -dzisiaj- święty Jan Paweł II mówił:

I dlatego – zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię „Polska”, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, – abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, – abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy.

Miłość Ojczyzny to najpierw pamięć, pamięć o tych wszystkich, którym tak wiele zawdzięczamy. Wiele pokoleń pracowało, poświęcało się, tworzyło kulturę narodową, tworzyło ojczyste dzieje, abyśmy mogli podjąć to całe dziedzictwo i budować jeszcze lepszą przyszłość. Dlatego winniśmy im pamięć.

Ale miłość Ojczyzny to nie tylko wdzięczna pamięć i szacunek dla ołtarzy przeszłości. Miłość Ojczyzny to także odpowiedzialność za jej obecny i przyszły kształt. Wszak jak pisał Cyprian Norwid: „Ojczyzna – to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie możemy się czuć zwolnieni od tej odpowiedzialności. Każdy na swoim miejscu, zgodnie ze swoim powołaniem i możliwościami winien troszczyć się o dobro, o siłę, szczególnie moralną, o sprawiedliwość w naszym ojczystym domu. Trzeba tę wolność, którą odzyskaliśmy, mądrze i odpowiedzialnie zagospodarować. Trzeba jej właściwie używać z myślą o dobru wspólnym. To także słowa naszego wielkiego Rodaka św. Jana Pawła II.

****************************

„Patriotyzm dzisiaj to sprzeciwianie się temu wszystkiemu, co poniża godność człowieka, dbanie o jej przyszły kształt i rozwój, bycie przy Polsce, kiedy rozkwita i przeżywa upadki. I tu już jawi się obowiązek obrony historii przed zakłamaniem i obrony współczesności przed tymi, którzy mówią i piszą nieprawdę.”

Ale także:

Musicie uważać, aby nie paść ofiarą demonów bogacenia się. Bogactwo bowiem generuje pełną pychy i zarozumiałości samowystarczalność. A to właśnie, pyszne poczucie samowystarczalności; jest największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina i jego wolności.” – to także słowa św. Jana Pawła II.
Dlatego zdajemy sobie sprawę, że wolna Ojczyzna jest dla nas wielkim darem, ale jest o­na także wielkim zadaniem. Za wielkim kaznodzieją sejmowym, księdzem Piotrem Skargą modlimy się:

„Boże, Rządco i Panie narodów,

z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,

[…] błogosław Ojczyźnie naszej,

by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła imieniu Twemu,

a syny swe swe wiodła ku szczęśliwości.”

 

Głupi już z natury są wszyscy ludzie,

którzy nie poznali Boga:

z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,

– mówi w pierwszym dzisiejszym czytaniu starotestamentalny autor. A czy my poznaliśmy Boga i czy chcemy Go zachować i uznać Jego prawa, jako Rządcy i Pana narodów? Czy śpiewając: „Ojczyźnie wolnej pobłogosław Panie” chcemy aby Ojczyzna nasza „zawsze wierna, chwałę przynosiła Jego imieniu?” Czy też głupi jesteśmy, bo znać Go już nie chcemy, lub co najwyżej od święta?

I może jeszcze wzruszająca Modlitwa Dziecka (z modlitewnika z 1849 r.)

„Boże najdroższy! racz ulitować się nad Ojczyzną naszą. Oswobodź ją od nieprzyjaciół, wszechwładną swą mocą. Nie dozwól, aby się wrogi nasze pastwili nad matką naszą — Polską, i naigrawali się z wiernych twych dzieci.

Nie racz Panie dopuścić, aby mnie i rówieśnikom moim, zabraniano poznawać świętą wolę Twoją. Nie dopuść, abyśmy zostali powierzeni w naukach naszych, nieprzyjaciołom Ojczyzny naszej, którzy by nie tylko obowiązków naszych względem niej, nam nie wskazali, i do nich nas nie kształcili; ale owszem odwodziliby od nich.

Błogosław i wynagrodź wszystkich, którzy oświecają nas w świętej nauce twojej, kształcą pojęcia nasze i wykazują nam obowiązki nasze dzisiejsze i przyszłe względem Ciebie, Ojczyzny, Rodziców, Braci i Sióstr naszych.

Kieruj Panie! wykształceniem mojem, abym z każdym dniem stawał się mniej uciążliwym Rodzicom moim; abym wzrastał im na pociechę i na pożytek Ojczyźnie. Co daj Boże. Amen.”

XXXII Niedziela w ciągu roku – C

2Mch 7,1-2.9-14,   2Tes 2,16-3:5

Łk 20,27-38

Wówczas podeszło do Niego kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa „O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją.

zmartwych

Co jest najważniejsze?

Pełen zadumy miesiąc listopad zawsze nastraja refleksyjnie. Za nami już Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych popularnie zwane Zaduszkami, przed nami jeszcze trzy tygodnie i kolejny Adwent i nowy rok kościelny. Coś się kończy, coś zaczyna, życie ludzkie –w tym właśnie czasie- wydaje się bardziej akcentować swoją przemijalność i kruchość. I w sposób naturalny pojawiają się pytania: co w tym wszystkim, w całym tym przemijającym świecie, w tym ulotnym, ludzkim życiu jest najważniejsze? Czemu warto poświęcić uwagę, a co można sobie naprawdę darować? Czy też powtarzając za C. K. Norwidem:

Coraz to z Ciebie jako z drzazgi smolnej
Wokoło lecą szmaty zapalone
Gorejąc nie wiesz czy stawasz się wolny
Czy to co Twoje będzie zatracone
Czy popiół tylko zostanie i zamęt
Co idzie w przepaść z burzą.
Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Takie pytania trzeba sobie koniecznie stawiać w sposób otwarty, aby nie dać się zamknąć w przyziemnych troskach ograniczających się do zapewnienia „pożywienia i schronienia”. Troski te bowiem w sposób bardzo brutalny redukują moje ludzkie istnienie do poziomu biologicznego, a życie do kilkudziesięciu lat zmagań o chleb i odzienie.

Bardzo wstrząsające i prowokujące do refleksji jest czytanie pierwsze, w którym młodzi ludzie, (właściwie chłopcy jeszcze) za nic mają życie doczesne, bo jak  mówią: „Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni.” Oni nie dbają o życie mimo, że dla nich ono ledwie się zaczęło. Denerwująca jest ich niefrasobliwość i drażniąca ich odwaga. Dzisiaj wielu skłonnych by było nazwać taką postawę fanatyzmem, fundamentalizmem, brakiem rozsądku i realizmu, fanfaronadą, niezrozumiałą i bezużyteczną brawurą. Zadawaliby pytania: „A po co takie na siłę trwanie przy ulotnych mirażach, skoro życie jest takie ważne i jedyne?

A jednak, czy naprawdę, to życie doczesne jest aż tak ważne, że dla urządzenia się w nim i doczesnego dobrobytu można zapomnieć o czymś ważniejszym? Czy warto tak wiele inwestować w to, co takie kruche i przemijające? Czy nie należałoby się raczej bardziej na serio zająć tym co –mimo, że odległe- bardziej jednak realne i trwalsze?

A do tego w Ewangelii Chrystus, Który wprost wskazuje, na to co naprawdę jest ważne mówiąc: „ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi„. Saduceusze -zatroskani głęboko sprawami doczesnymi- nie są w stanie nawet zrozumieć, że może istnieć coś takiego jak życie wieczne. Dla nich sprawy doczesne o wiele ważniejsze i więcej znaczące. Oni są realistami, twardo stąpającymi po ziemi, co poza tę, ziemską realność wykracza to mrzonki i fanaberie.

Często i ja łapię się na tym, że ucieka mi gdzieś -w tej absorbującej codzienności- ostateczne znaczenie i najgłębszy sens doczesnego życia. Sprawy doczesne przysłaniają -nieraz bardzo skutecznie- to, co ostateczne i wieczne. Czasami się nie chce, czasami nie warto, czasami nie ma do tego głowy ani nastroju, a czasami po prostu się boję. A jeszcze trudniej o tym mówić i nie być postrzeganym jako dziwak i pesymista. Bo i po co mówić o sprawach odległych i niepewnych, skoro te bezpośrednie i doczesne tak bardzo absorbują i domagają się natychmiastowego rozwiązania? Przecież Pan Bóg dał nam to życie do przeżycia w sposób godny i odpowiedzialny. Trzeba się więc zatroszczyć o zdrowie i o higienę, o komfort, i o zapewnienie sobie i swoim bliskim o godnych warunków. Oczywiście trzeba, tylko … no właśnie … tylko, czy te troski nie przysłaniają czegoś o wiele bardziej istotnego i nie zajmują tak bardzo, że na wszystko inne nie ma już czasu?

Kiedy Chrystus w innym miejscu Ewangelii mówi: „Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie?” (Mt 6,25-26), to z udawaną pobożnością kiwamy głowami i … nadal troszczymy się zbytnio o swoje życie, o pokarm i o odzienie.

A jak to wszystko przekazać dzieciom i młodzieży? Jak nauczyć ludzi młodych zanurzonych po uszy w wirtualnej rzeczywistości gier komputerowych, że są w życiu rzeczy i sprawy daleko ważniejsze niż modny ciuch, kolejny technologiczny gadżet, czy ekscytujące wakacje „zagranicą”? Jak przekazać te wartości i prawdy dzieciom, skoro sami rodzice hołdują filozofii „życia i użycia” i wyciągnięcia z doczesności maksimum przyjemności?

Przy takiej mentalności bohaterowie z pierwszego czytania są rzeczywiście fanatykami nie do zrozumienia, niepoprawnymi idealistami i dziwakami. Warto jednak w tym miesiącu ostatecznej i eschatologicznej zadumy zadać sobie to pytanie:

Czy zostanie
Na dnie popiołu (twojego życia) gwiaździsty dyjament
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?

Czy nie masz czasami wrażenia, że żyjesz PO NIC ?!